sobota, 4 grudnia 2010

Kuba - Viniales dzien drugi lamania serc (wt 30.11)

Dzis dzien zaczelam od internetu, ktory tu dziala jak za krola swieczka i nie psosob bylo przez1h otworzyc zadnego maila z wp.pl. No coz - zlosc urodzie szkodzi, wiec lepiej sie nie wkurzac. Potem porkecilam sie po miasteczku - naprawde urocze i w co drugim domu tzw casa particular, gdzie przyjmuja miejscowi turystow. I wlasnie wszedzie chodzace biale twarze troche mnie wkurzaly. Ale staram dostrzegac i pozytywy: wypoczelam, posiedzialam na werandzie, zajelam sie nic-nie-robieniem jak to miejscowi maja. Po prostu Cuban Style.

Po poludniu - ok 15tej wybralam sie na piesza wycieczke po oklicy, ktora slycnie z upraw najlepszego tytoniu na swiecie.
Wybralam sie z panem Jose, ktory na koneic wycieczki wreczyl mi przepieknego kwiata i balagal, bym poszla z nim dzis na salse. Oni naprawde maja pradkosc swiatla w stwierdzaniu ze sie zakochali. Dla mie to taki PR i puste slowa. Nie mniej jednak jak juz pisalam - wszystkei zdolowane kobiety trzeba wsadzac w samolot i tu na weekend na terapie i dowartosciowanie.

Od Jose - jest tu typowym rolnikiem dowiedzialm sie wielu rzeczy:
- panstwo decyduje co gdzie ma byc uprawiane. Tu jest przumusowa uprawa tytotniu, bo sa najlepsze ziemie i jesli rolnik nie chce, to mu zabieraja ziemie i daja komus innemu
- 90% musi byc oddanego rzadowi po cenach wyznaczanych przez rzad a 10% rolnik mzoe sam sprzedac badz zostawic na wlasna konsumpcje. Dotyczy to wszystkiego: owocow, warzyw, ryzu, tytoniu itd...
- jesli ktos chce byc prywatnym rolnikiem to ma droge przez meke ' nie ma dostepu do narzedzi, nawozow i sadzonek. Stad wiekszosc oddaje rzadowi a ten tworzy tzw finca - odpowiendiki naszych dawnych PGRow
- konie, krowy oraz swinie za zainwenatryzowane i rolnik nie mzoe tego sam zabic - musi oddac do punktu skupu prowadzonego rpzez rzad. Niestaty nie da rady sobie na boku prosiaczka zostawic, bo sasiedzi kabluja i donosza jedni na drugich
- za zabicie krowy bez zgody panstwa - kara 10 czy 20 lat
- dotykalam ryzu - wyglada jak nasze zyto ... a ja przez cale zycie myslalam, ze on znajduje sie w ziemi
- jada sie tu tez cos o nazwie yuka - myslalam, ze to jak nasze juki w domach.. a to calkiem cos innego i je sie korzenie tej rosliny
- popularna jest to rowniez malanga - odpowiednik naszego ziemniaka
- wszyscy rolnicy chodza tu na zielono - takie maja robocze ubranie... jak sie patrzy na pole to czlowiek ma wrazenie, ze ci ludzie jakby pracowali w obozie. I co gorsze na te upaly - kalosze na nogach!
- maszyny - nalezy zapomniec. Poziom jak w RP przed II wojna swiatowa - wszystko recznie, plug, bawoly badz byki w zaprzegu
- i na co drugim domu we wsi napisy - Fidel vive! na przerdzewialej jakiejs blasze czy kawalku poszarpanego plastiku

Po prostu na to wszystko serce sie kraje, ze ludzie w XXIw tak sie mecza.

Dzis wiecozrme grzecznie poszlam spac (sama) - jutro o 7 rano mam autobus do Trinidadu

Przepraszam za opoznienie w pisaniu - ale to z racji dostepnosic i powolnosci internetu.

Kuba - Viniales (pn 29.11)

Pobudka o 6 rano, bo o 6.45 mialam transport na dworzec autobusowy. Musialam jechac na glowny, gdyz wszystkei bilety byly w rezerwacji i jedyna szansa w tym, ze ktos nie przyjdzie i sie zlapie - tak tlumaczyl mi Gorge. Ale na miejscu wszystko zrozumialam - tu po prostu sprzedaz biletow nie jest skoordynowana komputerowo. Kazde miasto ma jakis przydzial do sprzedania i nikt nie weryfikuje, czy w innym miescie sa jakies wolne zostawione. Glwony dworzec - pozal sie Panie Boze ' jakby wczoraj przeszedl huragan. Najwiekszy sentyment - tu nadal obowiazuje kasy jakie pamietam z dziecinstwa. Ubawila mnie tez informacja. Siedza na niej 3 panie:
- pierwsza spi na krzesle
- druga robi sobie wlasnie makijaz
- trzecia odpowiada na pytania i to takim tonem, jakby byla oburzona, ze ktos przeszkadza jej w pracy.
Od 7 do 9 rano mialam koczowanie na dworcu, bo moj autobus okazal sie byc godzine pozniej niz twierdzil Gorge.
Komunikacja autobusowa jest tu bardzo sprawna - ale niestety jest podzial:
- firma Astro - nia moga jezdzic jedynie miejscowi i turyscie nie wolno
- Transtur, Via Azul oraz Transgaviota i Havanatur (ta ostatnio niby rzadowa ale nalezy do Raula Castro). Bilety sa astronomicznie drogie - mysle ze ok 30 razy drozsze niz w przypadku Astro. Jest to chyba sposob pana fidela na wyciskanie dewiz od turystow. Wkurza mnie to strasznie i meijscowych sie pytam - ze skoro socjalizm mowi o rownosci to dlaczego ja mam placic za niektorze rzeczy 20 razy drozej? Przykald snikiers kosztuje tu 6CUC, czyli ok 5 Euro!!! Totalna przesada.

Co do pociagow - wszyscy powtarzaja by nimi nie jezdzic, bo sa kompletnie niepunktualne i czesto odwolywane. Ale moze gdzies pozniej sie przejade.

Droga do Vniales miala trwac 3h wyszlo 3,5h z obowiazkowym zatrzymaniem sie na obiad w skpecilanej knajpie z cenami dla turystow. Czuje sie obecnie jakbym zwiedzala w autobusie rezerwat, ktore sie nazywa Cuba i mieszkaja w nim ludzie, z ktorymi nie powinnam sie kontaktowac.

Na przystanku czekala na mie Seniora Pupil trzymajac w reku kartke z mym imieniem. Autobus bowiem zostal oblezony przez wiele osob z karteczkami oraz wiele, ktore nie mialy nic i chcialy zaciagnac do siebie. Kazdy bowiem zyej z turystow.
Przecietny Kubanczyk zarabia bowiem 260 - 300 peso - czyli ok 11 -15 CUC, ktory jest odpowiednikiem dawnych naszychh bonow owarowych, na ktore sie wymeinialo dolary Przykladowe ceny:
- hamburger - 10 peso - czyli starczy mu tylko na 26 - 30 hamburgerow w ciagu miesiaca
- buty ok 20-40CUC, czyli musi na nie pracowac 2 miesiace
- T'shirt - ok 7 CUC - czyli 2 tyg pracy
Im dluzej tu jestem to dochodze do wnisoku,ze bez pomocy rodziny za granica nie da rady tu zyc. Inna opcja - moze podrabiaja pieniadze?

U pani Pupil - przemilo. Doslownie od pierwszej sekundy poczulam sie jak czlonek rodziny. Rzucilam plecak i poszlam na objazd tutjeszych atrakcji:
- jaskinie - z ktorych jedna tak ogromna, ze plywa sie w niej lodka
- przepiekne widoki na tutejsze doliny, gdzie uprawia sie tyton glownie
Nawet ublagalam pana z busika, ktory jezdzi wkolko i zbiera turystow badz zostawia, by poczekal na mnie 3 min aby mogla zrobic zdjecia i nie czekala na kolejny busik za 1h.
Przy jaskini rozpoczela sie dyskusja z 3 panami - oczywiscie wszyscy wolni - aczkowliek maja dzieci. Jeden nawet ma stala partnerke i dziecko oraz 2 kochanki w tym samym czasie. Dla niego normalne. I oczwiscie na stwierdzenie a co by bylo gdyby jego kobieta miala kochanka - odpowiada: niemozliwe. A gdy mu tlumacze, ze cos musi byc nie tak, bo skoro na 100 facetow przypada 101 kobiet, to niektore tez musza miec po 2 kochanow - patrzyl sie na mnie z niedowierzaniem i odpowiedzial,ze proporcje na Karaibach sa inne - jest o wiele wiecej kobiet. Tylko z jego polityka zonacza to ze na 100 facetow musialby byc przynajmniej 180 kobiet a tego nie ma nawet w Chinach!!!

Wieczor spedzilam w miejscowym klubie z kuzynem pani Pupil ' nie ma to jak uczyc sie salsy od Kunaczyka, ktory ma to we krwi! Klub przednai klasa tylkoz a duzo w nim meijscowych pan chcacych wyrwac turystow i zarobic na nich.... ale zawsze jest tak,ze jak jest popyt to pojawia sie i podaz.

Wrocilam porzadnie po polnocy z salsoteki i naprawde warto bylo! I rum rownie zmocny tu maja!:-))
- aparat komorkowy - 50-60CUC czyli ok 4 miesiace pracy

środa, 1 grudnia 2010

Kuba - Havana wita (ndz 28.11)

Rano chcialam sie wybrac na ogladanie hodowli zolwi - zrezygnowalam jednak, bo odkrylam ze o 11.30 musze byc juz na lotnisku a przy braku rozkladow busikow i taxi (nota bene nadal nie wiem, jak ono wyglada, bo na pewno koguta nie ma)moze to grozic zostaniem na dluzej na Kajmanach.
Wlascicielka hotelu byla tak mila osoba, ze zawiozla mnie osobiscie na lotnisko. Zreszta chyba cuzje sie ze mna zwiazana troche, gdyz wczoraj przegadalysmy do polnocy nt jej wnukow i jej 4 dzieci, tego , jak kiedys sie tu zylo. Urodzila sie na wyspie cayman Brac i w wieku 6 lat w czasie zabawy stracila oko a na wyspie nie bylo lekarza zadnego i nikt nie byl w stanie uratowac jej oka. Bieda okropna ' ak u nas w czasie wojny.

Samolot wystartowal punktualnie i caly byl zapelniony Kubancyzkami meiszkajacymi w USA... no bo zaden samolot z USA nie lata bezposrednio na Kube jak i statek. Amerykanin nie moze miec tez w paszporcie zadnej kubanskiej pieczatki. Stad samoloty przez Kajmany i statki przez Kanade. Ponoc jesli statek jakis zawinie na Kube to potem przez 5 lat nie moze wplynac do zadnego amerykanskiego portu.
Co przewoza Kubanczycy do domu potrafi wprawic w oslupienie ' komputery, telewizory plazmowe, zabawki dla dzieci i wiele paczek zapakowany i zafoliowoanych na styl rosyjski.
Troche sie balam, czy bede wpuszczona - ale wczesniejsze zajscie z policja i posterunkiem to chyba bylo zastraszenie psychologiczne mnie. Poszlo bez oporu i kolejny raz zrobiono mi fotke na granicy (robia to wszystkim bez wyjatku. Tym razem jedna tylko zmiana - chyba z racji epidemii cholery na Haiti siedzi lekarz i wszystkich przeputuje gdi ebyli w ciagu ostatnich 3 miesiecy. Poterm skonfiskowano mi jeszcze jablko - nie wolno wwozic owocow i warzyw. Gdybym je miala w zdanym plecaku na pewno by dotarlo. A zeby tradycji stalo sie zadosc to 3 osoby zajely sie przegladaniem muszli, ktore ze soba mialam. Ni emogli kompletnie zrozumiec po co je wwoze. Musialam sie szczegolowo wytlumaczyc ze wszystkeigo i dzieki Bogu - nie skonfiskowano

Taxi, 30 min jazdy i bylam w Casa Mirta. A ze swiat jest maly - przekonalam sie kolejny raz. Wlasciciele tego domu byli przez 2 lata w Polsce, bo gorge pracowal w ambasadzie Kuby w W-wie. Mieszkali na Kieleckiej na Mokotowie i przez dobre 2h byla dyskusja na temat co jak teraz wyglada. Gorge tez duzo slowek pamietal z j.polskiego. A dzieki rozmowie trenuje swoj hiszpanski.

Udalam sie w poszukiwaniu internetu a trafilam na Msze Sw do kosciola. Siedzial przede mna bardzo przystojny chlopak i zaraz po zakonczeniu nabozenstwa spytal sie czy jetem Kubanka. Poczekal na mnie pod kosciolem. Jest Wenezuelczykiem i tu studiuje. Naprawde mila osoba i przynajmniej oprowadzil mnie po okolicy a ja mialam spokoj od zaczepiania mnie przez miejscowych.
Wrocilam ok 21ej do Mirty i Gorge a poznany chlopak zadzownil, by sprawdzic, czy dotarlam. No naprawde godne podziwu.

wtorek, 30 listopada 2010

Kajmany - sb 27.11

Sklepy zamykaja tu punktualnie o 17tej, wiec wszystkie sprawy sklepowe nalezy zalatwiac z rana.
Pierwsza rzecz dzis to ogladanie raf ze statku podwodnego. Przyjemnosc kosztuje 99USD a oprocz pieknych raf i ryb oraz zywiatek mozna obejrzec stan zasmiecenia wod. Mnie to bardzo przygnebilo ' butelki po napojach, plasitiki, wraki statkow itd...
Po statku pedem zdazylam na poczte po zakup znaczkow - bylam osttania klientka.

Majac zalatwion wszystkie sprawunki udalam sie na farme motyli. Przejscie 1km w skwrze w poludie jest naprawde meczace a ja zapomnialam jeszcze zbarac cokowliek na glowe - wyszlam na te nieroztropna. Ale jakis pan mnie pokierowal i sie znalazlam tam gdzie powinnam. Problem jednak w tym, ze farme zlikwidowano a obecnie miejsce jest przerabiane na knajpe, ktora bedzie prowadzil jakis przuyjezdny Niemiec. W ogrodzie pracowalo dwoch Jamajczykow i zaproponowali mi na poczekanie na wlasciciela, zeby mnie wpuscil choc do ogrodu. Z tego wszystkiego przegadali ze mna z dobra godzine. Troche mnie irytowal jeden - na sile chcial zostac mym mezem. Co im tak predko z zeniaczka i juz w 5min teierdza, ze jestem ich miloscia zycia.
Stwierdzam wiec, ze kazda zakompleksiona kobieta moze spokojnie na Jamajke czy na Kajmany wybrac sie w celach terapeutycznych. Dowartosciowanie gwarantowane nawet jesli sie ma krzywy nos czy wybite zeby - wazne, ze z Europy i biale cialo:-))

Gdy tak gadalismy przyjechal pan Bernet - wlasciciel firmy ogrodniczej i sam z siebie zaproponowal mi, ze zabierze mnie na 7 mile beach. W tym skwarze bylo to przemile z jego strony a ja przynajmniej dotre szybko, gdzie chce. Pan byl obywatelem Kajmanow z grupka dzieci i rozwodem i rowniez wyrazal ochote spedzenia wieczoru (czy tez npocy w pakiecie razem - ktoz to wie. Nie byl naszczescie tak namolny, bo mi juz to brzydnie i najchetniej zalozylabym arabska burke czy tez dorobila sobie wasy.

Plaza - naprawde piekna. Zlokalizowalam lezak pod palma i zajelam sie uzupelnianiem dziennnika podrozy w oczekiwaniu na zachod slonca. Po 18tej ruszylam do miasta i zwinal mnie minbusik z ulicy i dowiozl pod sam hotel, gdzie mieszkam. Zrobilam sobie zakupy na jutro, bo niestety w ndz nawet najwieksze supermarkety sa zamkniete na 4 spusty. Pochwalam taka decyzje - sprzedawca tez ma prawo do wypoczynku.

Porbuje ciagle w glowie zrozumiec Kajmany i jak dla mie to totalny tygiel roznych narodowosci i chyba male pojecie, ze jest sie obywatelem Kajmanow. Raczej kazdy mowi o swych korzeniach, ktorych de facto sa pozbawieni. Zadziwia naprawde luzackie podejscie do zycia i niestabilnosc instytucji nazywanej rodzina. Wszyscy tu sie mezami i zonami wymieniaja, rozwodza, separuja.... wiec ich dzieci beda to samo powtarzac w przyszlosci.

Kajmany - czyli plaze i plaze (czw 25.11 i pt 26.11)

Po kafejce internetowej w czw znalazlam pana taksowkarza, ktory zrobil ze mna tour po sklepach muzycznych a potem zawiozl na lotnisko. Udalo mi sie zdobyc nawet plyte z autografem tutjeszej gwiazdy reggae, bo akurat siedziala w sklepie, gdzie robilam zakupy.

W przypadku Jamajki zadziwa liczba kosciolow - jak sie okazalo potem jest tu ichnajwiecej na swiecie na 1km2 a kombinacje sa rozneÑ anglikanskie, prezbiterianskie, motodystow, zielonoswiatkowcow. Najczesciej stoja w alei jeden za drugim. Sa tez miejscowe lokalne, np Church of God, Jamaican i Cayman Church.....

Samolot wystartowal punktualnie tym razem i po 45 minutach wyladowal w George Town na Jamajce. Pierwsze wrazenie - okropnie goraco i duza wilgotonosc. Trafilam do taxi, ktora kierowal pan Kubanczyk tu pracujacy, wiec porozmawialam sobie po hiszpansku znow i zawiozl mnie do bardzo taniego hotelu jak na kajmanskie ceny - 40 USD za noc. Poniewaz dotarlam do hotelu ok 21ej to juz nigdzie nie wychodzilam. Lokalizacja blisko plazy oraz duzego supermarketu.

W pt pobudka i ruszylam w George Town, ktore jest stolica Kajmanow - 3 wysp nalezacych do Anglii. Zaczelam od supermarketu, ktory mialam pod nosem i:
- wszystko jest z USA - cala zywnosc
- kg bananow kosztuje 0,64 CI (czyli dolarow kajmanskich a 1 USD to 0,84 CI) a male pudelko jogurtu 0,95CI
- mozna kupic salatke zwieza na kg czy tez gotowe cieple jedzenie - moze zaaplikowac to u nas w RP

Kolejna rzecz w planie - muzeum tutejsze. Znajduje sie w najstarszym budynku na kajmanach, ktory ma ok 130 lat. Wystawa jest naprawde swietna - daje pojecie co sie tu dzialo:
- wyspy odkryte przez Hiszpanow w XVIw
- pierwsza osoba urodzila sie tu dopiero w 1700r, gdzy wczesniej nie byly one kolonizowane
- 1802 - jedynei 933 rezyduje tu oraz dotarl tu komar, gdyz wczesniej nie zyl na tych wyspach i tak sie rozmnozyl, ze stal sie plaga osob tu mieszkajacych
- 1835r zniesienie niewolnictwa
- 1846 dociera pierwszy misjonarz
- 1908 otwarto pierwszy bank
- 1911 jedynei 5564 osoby tu mieszkaja
- 1920 pierwsza publiczna szkola
- 1953 przylatuje tu pierwszy samolot
- 1958 kobiety dostaja prawa wyborcze
- 1964 ustawa podatkowa czyniaca Kajmany rajem podatkowym
- 2007 Kajmany maja 60tys mieszkancow, ktorzy sa mieszkanka wszystkich mozliwych kombinacji miedzy czarnymi, Szkotami, Irlanczykami, Filipinczykami, Kubanczykami itd...

W Muzeum pani, ktora sie nim opiekuje miala dziadka Polaka! Alez swiat maly ' z dobre pol godizny rozmawialysmy o Polsce, bo chce znalezc swe korzenie, skad pochodzila jej rodzina. Sama jest mulatka ale niestety nie ma polskiego nazwiska, gdzy jej dziadek przyjezdzajac do USA zmienil je na inne a potem wyemigrowal tu. Po muzeum udalam sie na druga strone wyspy - do North Side. Zlokalizowalam jakas chyba prywatna plaze i leglam w cieniu palmy. Idac na plaze weszlam na gigantycznych rozmiarow muszle i oczywiscie nie moglam sie jej oprzec i ja zabrac. Piasek jest tu cudny jak i czytosc wody oraz jej blekit. Po jakich 2h postanowilam sie ruszyc, bo ok 16tej mialam meic busik do George Town. I gdy tak szlam, ze swa zdobyczna muszla zlowil mnie jakis pan ( czarny ale akcent iscie Szkocki) i skonczylam na siedzeniu w ogrodzie i popijaniu z miejsowymi Kajmanczykami wody. Dolaczyl do nas Kenny Ebanks i powiedzial wiele ciekawych rzeczy. Chociazby jego nazwisko - Ebanks jest od tego, ze jak pierwsi ludzie tu przyplyneli to kapitan stanku dawal im nazwiska i szlo wedlug alfabetu - pierwszy byl Abanks, potem Bbanks itd...

Wszyscy panowie na sile wpychaja mi swoje adresy i namiary,ze niedlugo zabraknie mi miejsca w notesiku albo winnam byla wziac specjalny tylko na kontakty :-)) Na szczesci eKajmanczycy nie sa tak namolni jak Jamajczycy i przede wszystkim jest tu ciszej aczkowliek okropna liczba turystow z wszystkich tych ogromnych statkow, ktore tu przyplywaja jako do strefy bezclowej na zakupy.

O zawrot glowy przyprawia liczb akur bezpanskich - nawet przed glwonym bankiem jest tu stado kur a ranek zaczyna sie od piania koguta, no a przeciez jestsmy tu w stolicy Kajmanow! Kenny wytlumacyzl mi skad te kury: po huraganie wszystko sie rozwala i wiele kur nie wie gdzie wrocic, wiec staja sie bezpanskie.

Samochody ' o wiele lepsza kondycja niz na Jamajce ale sa te z USA z kierownica do ruchu prawostronnego oraz duo do ruchu lewostronnego, ktory jest tu obowiazujacy. Misz masz i trudno sie w tym polapac nie mowiac, ze kerowac rowniez.

Wieczor zakonczylam opedzaniem sie od jednego Jamajcyzka spotkanego po drodze, ktory koniecznie uparl sie zostac mym mezem.... Wrr od ich namolnosci.

czwartek, 25 listopada 2010

Jamajka - Kingston (czw 25.11)

Obudzil mnie o 6.55 rano Roy, by mi powiedziec do widzenia. Myslalam, ze go za to zamorduje - nawet na urlopei nie jest mi dane wyspac sie. Co za egoistyczny czlowiek - jakby kartki nie mogl napisac. Aj ci faceci!

Dzis sobei uprzytomnilam ze od dwoch dni nie mialam czasu na zjedzenie obiadu i chyba chudne coraz bardizej bo spodnie ze mnie spadaja. Pierwsza atrakcja dnia - wizyta w Muzeum Boba Marleya - czyli jego dawny dom przerobiony na muzeum obecnie. Musze powiedziec, ze jako giazda zyl naprawde skromnie. Nawet kuchnia jest mniejsza niz w mym mieszkaniu. Sypialnia za to przeogromna i prawie wokol calego domu zadaszone balkony i hamaki, by lezec i palic marihuane.
Kolejna atrakcja dnia - dawny dom z 1891r - Devon House. Jestem pdo jego wrazeniem - bo jest cudowny. Zachowalo sie wiele rzeczy z jego wystroju i ubawila mnie najbardziej butelka do karmienia dzieci z XIXw. Cala szklana z bardzo waska dziurka / ustnikiem wsadzanym do buzi dziecka. Wlewalo sie zas mleko przez ogromna dizurke z boku butelki. Trafilo mi sie oprowadzanie solo = tylko ja i pani przewodnik. Przemila osoba i z 30 min zrobila sie 1h, bo weszlysmy na tematy rodzinne oraz sytuacji Jamajki. Typowy przyapdek - matka 4 dzieci a maz ma jeszcze jedno dziecko z inna pania. Obecnie ojciec tej 5tki gdzies oebie uciekl i zadnym sie nie interesuje. Wszystko na glowie matek.Szkola wbrew pozorom jest tu platna, wiec wiele osob zaciaga pozyczki na wyksztalcenie dzieci.

No i trafilam wreszcie na cos, czego szukalam od dobrych 4 dni - cekolade. Utonelam w czekoaldziarni, gdzie sprzedaja czekoaldki na sztuki. I wydalam na nie chyba wiecej niz na obiad. Po prostu tu w marketach bardzo czesto nie ma czekolady na polkach - gdyz by sie rzopuscila z racji ciepla i tylko w specjalnych sklepach mozna kupic. Do tego jak weszlam to rozbolala mnie glowa od mozliwosci wyboru. Czekoaldki dobre - ale musze pwoeidziec ze szwajcarska czekoalda Cailler naprawde jest o wiele lepsza czy tez beligijski Leonidas.

Teraz wpadlam do shaopping malla a za 4h lece na Kajmany. Plan jest taki, by tam wypozyczyc rower iz jechac na nim wyspe dookola. Wszystko zalezy jednak jak goraco bedzie i czy nie rozleniwie sie na tyle, by przejechac ja miejskim autobusem. Hotelu oczywiscie nie mam na Kajmanach - jak przyjade to sie zorganizuje.

Ach gdyby tak moc przetrasportowac jamjaksie slonce i 30C w cieniu do RP :-))

środa, 24 listopada 2010

Jamajka - Port Antonio - Kingston (sr 24.11)

Postanowilam dzis zobaczyc kolejne cudo - Blue Lagoon. Dotrzec jest prosto - bierze sie shared taxi, czyli jakkolwiek samochod z czerwona tablica rejestracyjna i w droge. Laguna jest naprawde piekna - w zyciu nie widzialam tak przezroczystej i lazurowej wody. Pomoczylam nogi oraz posiedzialam na plazy w cieniu plamy. Trafilo mi sie byc na prywatnej plazy. Dwoch panow ja sprzatalo, bo ma byc za 2 dni slub na niej. Dogadalam sie z nimi i pozowlono mi posiedziec. I jak to zwykle - panowie rzucili lopaty i zabrali sie do rozmowy ze mna. A ja szukalam ciszy i spokoju, by wypisac kartki. Oczywiscie panowie zainteresowani jak mi sie Jamajka podoba i czy chce miec Jamaica man. O tak oczywiscie - tylko ja w tym kraju sfiksowalabym przez ich luz i niechlujnosc a takiego Jamaica man wykonczylabym swym perfekcjonizmem. A Jamajczyk naprawde mialby problem z odnalezieniem sie w Europie z racji przestrzegania tak wielkiej liczby przepisow i braku luzu.
Miejscowi tez strasznie naciagaja - jedne pan zaczla mi wmawiac, ze by wejsc na plaze (w innym miejscu, gdzie chcialam wejsc) musze zaplacic. Wysmialam to a inny miejscowy nakrzyczla na niego, by mnie nie naciagal. Christopehr - ten, ktory stanal po mej stronie - poradzil mi gdzie isc, by znalezc piasek. Dotarlam - kilometr pieszo w skwarze. A potem mnie jeszcze znalazl i kolejne 2h spedzilismy razem. Chlopak ma na nazwisko Ming, 23 lata i zupelny luz. Dzien bez jointa to dzien stracony. Pracuje, kiedy ma ochote i ma cudowne dredy na glowie od 3 lat. Byl na tyle gentelmenem, ze rozlupla mi jakies dziwne rosliny, gdzie we wnetrzu byly przepyszne pestki / orzechy do zjedzenia oraz znalazl piekna muszle. Ale co do rugie slowo to bylo Yman, tzn tutjesze all right.
Zajrzalam na poczte - ale tu jak w RP - kolejka tasiemiec i jeszcze wszyscy sie przeciskaja. Kolejka w stylu azjatyckim - kazdy chce wejsc przed kogos. Malo nie doszlo do klotni nawet. Mimo kolejki panie sobie z tylu sidza i gadaja i nic nei robia z tego, ze ludzie stoja. Oj poklady cierpliwosci trzeba miec.

Ok 15tej wsiadlam do minibusa i pojechlam do Kingston. Tym razme w busie na 16 osob jechalo jakies 25. Ja siedzialam doslownie w przedniej szybie na skrzyni biegow. Grzalo od dolu okropnie. Przez to, ze jestem mala i wrecz budowy filigranowej to mnie wciskaja w najmniejsze mozliwe czesci busikow. Panie jak zwykle wychodza z domu nie spogladajac na siebie w lustrze. Najlpesyz okaz jaki widzialam, okreslilabym jako Miss Piggy - tak gruba dziewczyna a zalozyla falbaniasta sukienke w kolorze rozu jak miewaja baletnice. Totalny kicz. Krajobrazy sa piekne - przejezdzalam przez gory tutjesze - waska uliczka, pelna zakretow przez dzungle.
Siedzenie "w przedniej szybie" tez mialo przywileje - zauwazylam, ze kierowcy z reguly jezdza 2 razy szybicje niz mowia znaki. I tak na drodze z ograniczeniem 30km w pewnych momentach na liczniku widzialam 80km/h a najczesciej bylo 50km/h.
Najgorsza byla muzyka - reagge+rap i glosnik pawie nad ma glowa. Do tego jeszcze pan od inkasowania pieniedzy i upychania ludzi w busiku ciagel sobie nucil. Istnie jak na dyskotece.

Do Kingston dotarlam ok 19tej i z milym zlapanym panem dotarlam do Mikuzi Hotel. Wczesniej spotkany Roy (Amerykanin studiujacy medycyne tu) zaprosil mnie na drinka. Dziwna osoba strasznie. Zaprosil, zrobil drinka a potem sluchalismy muzyki via youtube. Nagle ni z tego ni z owego stwierdzil, ze sprawdza poczte prywatna. Wiec odsunelam sie od komputera a po 10 min stwierdzil,ze ogladamy film. Totalny brak szacunku do goscia. Posiedzialam jeszcze 15min i sie wynioslam. Jedyny plus ze spotkania z nim - usiwaodmilam mu, ze w obozach koncentracyjnych nei tylko Zydzi gineli. Wrrr na USA - oni im tam wszystkim wpajaja, ze Niemcy w czasie wojny zabijali jedynie Zydow w obozach. Co za propaganda i brak poszanowania do innych narodwo, ktore tam zabijano a przede wszytskim dla Polakow, ktorzy tylu Zydow uratowali. Coraz bardziej nie cierpie USA.

Jutro ostatni dzien na Jamajce i musze powiedziec, ze chyba bede tesknic za tymi dredami i Yaman. Za tym,ze kazdy pan na ulic pyta "Sweety, how are you doin'?" Z drugiej strony ten balagan, glosna muzyka a przede wszystkim bujne zycie poza domem jest przerazajace. Znalezienie normalnej rodziny - ze ktos sie pobral i zyje razme to jak szukanie igly w stogu siana. Wszyscy panowei - jak pisalam - sa wolni i do wziecia a maja po kilkoro dzieci z roznymi paniami. Totalny brak babskiej solidarnosci chyba...